Notka pod rozdziałem. Dziękuję.
Chloes Romano's POV:
Impulsy zażenowania roiły się w moim ciele, kiedy myślałam o sytuacji, która powstała w łazience kilka dni temu. Violet okazała się być jedną z najbardziej pocieszających osób, które miałam okazję spotkać w Stratford, oczywiście oprócz Justina. W tej chwili, Justin wciąż znajdował się w szpitalu. Po wysłuchaniu kilku opowieści o tym, że Justin jest pod wpływem leków uspokajających poprzez swoje nietypowe zachowanie, zaczęłam się niepokoić i nie mogłam tego powstrzymać.
Była około 19:30, a słońce powoli zachodziło. Obserwowałam je zza okna w pokoju Justina. Właśnie wyskoczyłam spod prysznica w spodenkach gimnastycznych i starej koszulce Justina. Violet znajdowała się na dole, czekając aż przyjdę do niej i obejrzę z nią film. Była idealną osobą do oglądania filmu. W jakiś sposób, tęskniłam za spędzaniem z nią czasu.
Kontynuowałam patrzenie przez okno, przyglądając się słabo oświetlonemu niebu. Zaczęłam dostrzegać, że drzewa zaczynają tworzyć lekkie cienie. Usłyszałam kroki wchodzące do pokoju, zakładałam, że to Violet. Odwróciłam swoją głowę, aby dowiedzieć się kto to był, a moje ciało zamarło, kiedy zobaczyłam w czyjej jestem obecności. Nie było to coś, czego się spodziewałam.
Był to Justin.
- Hej, piękna - wychrypiał, kiedy nabraliśmy pełnego kontaktu wzrokowego. Ściągnął swoją czapkę, wsuwając ją do luźnej kieszeni, podczas gdy podbiegłam do niego, przytulając go mocno. Złożył słodki pocałunek na moim czole. - Wszystko w porządku, kochanie. Jestem tutaj dla ciebie - wymamrotał w moje włosy, całując czubek mojej głowy.
- Hej - szepnęłam, powstrzymując łzy. - Potrzebujesz czegoś? - zapytałam, czując się nieswojo. Usiadłam na łóżku za nim, przecierając oczy,
- Tylko wody, proszę - zassał swoje wargi, rozglądając się dookoła, aby zobaczyć czy coś zmieniło się podczas jego nieobecności.
Skinęłam głową i wyszłam z pokoju, schodząc na dół. Violet nie było. W pomieszczeniu milczało. Podeszłam do lodówki i wyciągnęłam szklankę, wlewając do niej soku pomarańczowego. Skierowałam się do szafki, wyjmując Chips Ahoy* i pianki. Ścisnęłam wszystko w swoich rękach i weszłam po schodach na górę, wchodząc do pokoju.
- Kochanie, chciałem tylko wodę - lekko zaśmiał się, spoglądając na jedzenie w moich rękach.
- Co? - przechyliłam głowę z zmieszaniu.
- Przyniosłaś mi sok pomarańczowy - spojrzał na szklankę w mojej ręce. - A ja chciałem wodę.
- M-myślałam, że sok pomarańczowy - wyjąkałam, spoglądając raz na sok, a raz na Justina.
- Wszystko w porządku, kochanie? - skrzywił się i wyciągnął rękę, aby zabrać ode mnie wszystkie rzeczy. Położył sok pomarańczowy na stoliku stojącym obok niego, a ciasteczka i pianki umieścił na krawędzi łóżka.
- Tak, oczywiście - skłamałam. - Nie mogło być lepiej.
- Na pewno? Woda nie brzmi podobnie do soku pomarańczowego - zaśmiał się nisko.
- Przepraszam - chwyciłam szklankę ze stolika nocnego, kierując się do drzwi.
- Nic nie szkodzi - krzyknął w sprzeciwie.
Skinęłam głową i podeszłam do niego, aby przekazać mu sok. Zaczął pić, lecz zatrzymał się i postawił szklankę na stoliku, chwytając moją dłoń.
- Kochanie, co się stało?
Pokręciłam głową. - Nic.
- Czy to przez ten sok? - uniósł brwi, masując przestrzeń pomiędzy moimi palcami.
- Nie - pokręciłam głową, szepcząc. - To przez twoje działania.
- Co? - jego czoło zmarszczyło się w zmieszaniu.
- Dlaczego to zrobiłeś, Justin? - krzyknęłam w niepokoju, wyrywając od niego rękę.
- Co zrobiłem? - wstał w reakcji na moją nagłą śmiałość.
- Prawie umarłeś! - krzyknęłam. - Dlaczego, do cholery, to zrobiłeś?
- To było tylko dźgnięcie. Nic poważnego - wskazał na swoją ranę. - Poza tym, nie pozwolę, aby Damien dotknął cię ponownie. Musiałem iść coś z tym zrobić.
- Co?
- Musiałem - wymamrotał, gładząc dłonią swoje ramię.
- Nie powinieneś - mój głos zamilkł w smutku.
- Nie miałem wyboru - poinformował. - Gdybym nie poszedł, znowu zabrałby cię ode mnie. To ostatnia rzecz, jakiej chciałem.
- Wszyscy się o ciebie martwili. Szczególnie ja! - wskazałam na siebie, będąc wściekła poprzez wydarzenia, przez które przeszłam w ostatnim tygodniu.
- Chloe... - przerwał. - Posłuchaj mnie.
- Skończyłam słuchać - syknęłam. - Wszystko co robisz dookoła to dajesz się pobić. Nie jesteś tym zmęczony?
- Mógłbym powiedzieć to samo o tobie - odkrzyknął, zaciskając szczękę.
- Justin... - mruknęłam, nie wiedząc, co odpowiedzieć.
- Nie pasujesz do tego życia. Twój brat miał rację - mruknął w frustracji. - Dlaczego choć raz nie możesz posłuchać rad ludzi? - skrzyżował ramiona.
- Nikt nie może mi mówić, co mam robić, a co nie! - krzyknęłam, mając dość tego, że wszyscy w tym mieście posiadają nade mną kontrolę.
- Pierwszy dzień z powrotem, a ty chcesz zwyczajnie usiąść i się kłócić, Romano - zaśmiał się do siebie i pokręcił głową, jakby nie docierało do niego wszystko co powiedziałam.
- Nie obchodzi mnie to! - syknęłam. - Te kłótnie nigdy się nie skończą. Podejmujesz tak debilne decyzję, jak, do cholery, możesz oczekiwać ode mnie innego zachowania? Byłam taka zdenerwowana!
- Nie martw się o mnie, Chloe - przekonał ostro. - Wszystkie te rzeczy dzieją się, ponieważ jesteś zbyt zaangażowana mieszaniem się w czyjeś sprawy.
- Justin, nie możesz-
- Pomyśl o swoich decyzjach, Chloe - przerwał mi. - Nie możesz mówić o moich, bo zrobiłaś wiele gorszych gówien.
- Od początku miałeś jakieś problemy - wskazałam na jego klatkę piersiową - Nie waż się mówić o mojej przeszłości.
- Więc chcesz porozmawiać o mojej? - poklepał się dłonią w klatkę piersiową, zbliżając się do mnie. - Mogę powiedzieć coś o twojej, jeśli chcesz grać w tą grę.
- Justin... - pokręciłam głową, chcąc zatrzymać całe spustoszenie.
- Nie patrz tak na mnie - splunął. - Cierpiałem w szpitalu w towarzystwie mojego głupiego brata i wróciłem do domu, spodziewając się miłego czasu spędzonego z moją dziewczyną, ale ty jak zawsze musisz wywołać jakąś kłótnie!
- Martwiłam się o ciebie! - krzyknęłam w sprzeciwie. - W jaki sposób mam się nie złościć?
- Chcesz się kłócić? - zapytał, a jego twarz poczerwieniała. - Kochasz to, więc może zacznę od tego, że nawet nie powinnaś być w Stratford. Mówisz, że jestem niczym, tylko problemem, ale mogłaś mnie uniknąć.
- Tak, mogłam...masz rację - zgodziłam się, mrucząc cicho. Przygryzłam wargę, patrząc prosto w jego brązowo-miodowe tęczówki.
- Więc dlaczego wciąż tu jesteś? Wiem, że jestem niczym, tylko kłopotem. Przeszłaś przeze mnie przez tyle gówien, więc dlaczego jeszcze nie spakowałaś się i mnie nie zostawiłaś? - zapytał, ale nie znałam dokładnej odpowiedzi. - Oh, bo wybrałaś mnie zamiast swojego brata, prawda? Jeśli twój brat byłby taki jak ja, zostałabyś w Kalifornii. Nie chcesz przebywać ze mną i taka jest prawda.
Moje oczy zaszkliły się wodą na myśl o tym, że moja przeszłość była w to wplątana. Nie chciałam jakiejkolwiek kłótni. Oczywiście, byłam wściekła, ale nawiedzała mnie myśl o wszystkim, co zaszło między mną, a moim bratem.
- Justin, to nie tak - mruknęłam, patrząc w podłogę.
- Czego, do cholery, ode mnie chcesz, Chloe? Dlaczego wciąż tu jesteś skoro masz dokąd pójść? - wskazał ręką w kierunku drzwi. - Każdy tutaj wie co do ciebie czuję, kiedy ty bawisz się mną, niemal wykorzystując mnie do tego, aby mieć mieszkanie, ponieważ nie chcesz wrócić do swojego brata.
- Jeśli szukałabym miejsca, w którym mogłabym się zatrzymać...nie przejmowałabym się tobą, a mieszkałabym z Violet, Justin - mój głos zamilkł w wzburzeniu.
- Naprawdę? - zapytał sarkastycznie. - Wszyscy mówią, że zostałem pobity dla dziewczyny, której nie obchodzę. Dlaczego stoję tutaj, będąc dźgnięty nożem dla kogoś, kto dba tylko o siebie? Myśl, że ludzie mówią, iż zależy ci bardziej na kimś niż jemu na tobie jest żenująca!
- Gdybyś mnie nie obchodził nie siedziałabym tutaj kłócąc się z tobą! - krzyknęłam w jego twarz. - Chcesz, abym siedziała jak pieprzona hipiska, zachowując się tak, jakbyś nie został dźgnięty nożem i prawie umarł? Nie daj Boże, nadejdzie dzień, w którym stanie się coś i cię zabraknie! Obydwoje jesteśmy popieprzeni!
- Przynajmniej powiedz, że ci zależy, Chloe - zmrużył oczy w gniewie. - Za każdym razem kiedy wyznaję ci swoje uczucia, uciekasz od tego lub odwracasz moją uwagę poprzez całowanie mnie lub bawienie się moimi włosami. Nie jestem aż tak głupi jak myślisz!
- Chcesz znać prawdę? Tak? - zapytałam ostro.
- Jaka jest prawda? - spojrzał na mnie, a jego oczy poczerniały. - Powiedz mi.
- Chcę swojego chłopaka z powrotem - wylałam. - Rzygam wszystkim i wszystkimi, którzy przeszkadzają nam, gdy jesteśmy razem. Nic nigdy nie idzie dobrze, Justin.
- Nic nie poradzę na to, że żyję w ten sposób, Chloe - powiedział ponuro. - Wybrałaś życie ze mną w ten sposób. Nigdy nie będzie...doskonale.
- Może masz rację - westchnęłam z irytacją.
- Nie chciałbym mieć racji, ale niestety to prawda - przerwał, oblizując wargi. - Czyż nie?
Powoli skinęłam głową. - Odwiedziłam cię w szpitalu. Chciałam się z tobą zobaczyć. Czekałam całą noc, aby dowiedzieć się, że zostałeś pchnięty nożem.
- Wiem, że to zrobiłaś - wziął głęboki oddech, rozglądając się po pokoju.
- Mogę powiedzieć ci, co się stało w szpitalu, Justin? - złapałam jego ramię, niemal zmuszając go do utrzymywania wraz ze mną kontaktu wzrokowego.
- Śmiało.
- W szpitalu, kiedy byłeś w głębokim śnie, weszłam do pokoju, płacząc nad twoim nieruchomym ciałem - wypuściłam z siebie szybkie westchnienie. - I chcesz wiedzieć, co powiedziałam...z pełną namiętnością?
- Co powiedziałaś, Chloe? - zapytał ironicznie. - Umieram z ciekawości.
- Że..
- Że co? - nalegał, zaciskając mocno szczękę. - Powiedz to, Chloe.
- Uhm... - mój głos zamilkł. Utraciłam słowa i rozejrzałam się po pokoju, jakby martwe przedmioty miały mi pomóc.
- Proszę, oświeć mnie - uśmiechnął się i wskazał rękoma, abym powiedziała więcej.
- J-ja - wyjąkałam i rozejrzałam się po pokoju, znajdując jedynie jego oczy - Kocham cię, Justin - spojrzałam w bok, szepcząc - Tak cholernie bardzo.
- Wiedziałem - uśmiech urósł na jego twarzy. Klepnęłam go w ramię z irytacją, nie spodziewając się takiej reakcji.
- Ow - pogładził dłonią swoje ramię, uśmiechając się figlarnie - Co?
- Nie możesz tak zwyczajnie powiedzieć "Wiedziałem" po tym jak powiedziałam, że cię kocham! - syknęłam.
- Wiedziałem to...Ale czasami czułem się, jakbym był wkręcany - stwierdził, a jego uśmiech zszedł z twarzy.
- Cóż, jeżeli chcesz wiedzieć, jak się czuję...Nie wkręcam cię - pokręciłam głową. - Po prostu miłość to właśnie rzecz, którą czuję w tym momencie. Wypierałam się, bo.
- Bo co? - zmarszczył brwi.
- Ponieważ inni się na to nie zgadzają - wyszeptałam.
Justin wypuścił z siebie lekki chichot, chwytając moje obie ręce. - Nie mów tak. Jesteśmy razem perfekcyjni - spojrzał w moje oczy. - Nie powinniśmy przejmować się tym, co ludzie o nas mówią. Jeśli kontynuujemy ukazywanie światu, że jesteśmy nierozłączni, nie będą mieli innego wyjścia i zrezygnują z oddalania nas od siebie.
- To ma sens. Tworzymy świetną parę.
- Prawda. Nie mam zamiaru cię stracić - urwał, biorąc głęboki oddech. - Jesteś wszystkim, co mam, Chloe.
Po raz pierwszy tego wieczoru, na mojej twarzy rozprzestrzenił się uśmiech. - Także jesteś wszystkim, co mam. Jesteś dla mnie wszystkim, Justin.
- Miło widzieć cię uśmiechniętą. Nie jest to zbyt częsty widok.
- Cóż, wiesz dlaczego. Zdarza się, że czasem nie mam pojęcia z jakiego powodu chcesz przebywać z takim zabójcą nastroju... - odwróciłam się od niego, idąc powoli w kierunku drzwi.
- Kochanie - zawołał mnie, chwytając moją rękę. - Skarbie.
- Przepraszam - pokręciłam głową, patrząc na drzwi. - Nie wiem jak sobie z tym poradzić.
- Myślę, że nie wiesz jak dużo dla mnie znaczysz - delikatnie chwycił moją rękę. - Jesteś taka piękna - szybko oblizał swoje usta, patrząc w moje oczy. - Czasami myślę, że nie wiesz jak piękna jesteś. Wiesz o tym? - pokręciłam głową, patrząc w podłogę. - Chcesz, abym ci pokazał?
Natychmiast, spojrzałam mu w oczy, kiedy umieścił swój nos na moim. Złapał moje biodra, kołysząc mną w przód i w tył, jakbyśmy tańczyli bez muzyki. Bez wahania, przycisnął swoje usta do moich, wywołując u mnie wstrząs szoku. Szybko się odsunęłam.
- Nie skrzywdzę się. Obiecuję - wychrypiał ostrożnie.
Spojrzałam mu w oczy, nie wiedząc, co się dzieję. Czułam się nieswojo i obrzydliwie. Mimo tego, że kochałam, kiedy Justin był w domu, czułam się przerażająco będąc dotykana. Nie miałam pojęcia, czy byłam na to gotowa.
- Justin...proszę - błagałam, cofając się.
- Chloe... - jego głos zamilkł w rozczarowaniu, gdy odeszłam w innym kierunku.
- Wciąż się nim przejmujesz? - zapytał, sprawiając, że zaprzestałam wykonywać kroki. Powoli skinęłam głową.
- Czuję się...nic niewarta - wyszeptałam, czując łzy napływające do moich oczu.
- Nie zasługujesz na to, aby czuć się w ten sposób, kochanie. Nie wyjdziesz z tego pokoju, dopóki nie przestaniesz czuć się niewarta, bo nie jesteś - stwierdził, ostrożnie pocierając moje ramiona. Wziął moją rękę, patrząc mi w oczy. - Zasługujesz na to, aby czuć się pięknie. Udowodnię ci twoją wartość. Jesteś tak wartościowa - przełknął ślinę, kręcąc po raz milionowy dzisiaj głową. - To niesprawiedliwe, że każdy cię obserwuje i nie czujesz się bezpiecznie, gdziekolwiek pójdziesz. Ale przysięgam, Chloe Romano. Nigdy nie przestanę nad tobą czuwać. Nigdy od ciebie nie odejdę. Chcę dla ciebie wszystkiego, co najlepsze. Jesteś dla mnie wszystkim i jeszcze więcej - wymamrotał, biorąc głęboki oddech.
- Nie, Justin, posłuchaj mnie - zbliżyłam się do jego twarzy. - Jestem w tobie zakochana od dni, tygodni. Straciłam rachubę czasu. Moje życie kręci się wokół ciebie i byłabym głupia jeśli zrezygnowałabym z kogoś, kto sprawia, że moje serce przyśpiesza. Kocham cię, Justinie Bieberze i nie próbuj mnie odepchnąć, bo będę tutaj długi, długi czas.
- Ja ciebie też kocham, Chloe - powiedział stanowczo.
Dzięki temu, powietrze w pomieszczeniu zrobiło się jeszcze gęstsze, kiedy utrzymywaliśmy ze sobą kontakt wzrokowy. Przełknęłam grubą gulę tworzącą się w moim gardle, a moje usta drżały, gdy oddychałam, a Justin nie spuszczał ze mnie wzroku. Dostrzegałam pragnienie w jego jasnobrązowych oczach, kiedy ułożył swoje ręce na moich biodrach, zanim zdążyłam otworzyć usta.
- Mogę? - zapytał niewinnie. Wahałam się, lecz utrzymałam spokój zanim skinęłam twierdząco głową. Pewnie ścisnął moje biodra. Bez dalszego wahania, jego usta znalazły się na moich, masując je. Wciągnęłam powietrze, czując zapach ostrej wody kolońskiej zmieszanej z jałowym zapachem szpitala. Był to niecodzienny zapach, ale idealny w tym momencie.
Czując jego dłonie pełzające w dół moich pleców, przyciągnął mnie do siebie, a nasze usta nie traciły synchronizacji, gdyż w dalszym ciągu się poruszały. Położył jedną z rąk na mojej szyi, a drugą utrzymywał na moim tyłku. Umieściłam dłoń pod tkaniną jego bluzki i położyłam rękę w miejscu, gdzie znajdowało się serce, czując jego przyśpieszone, równomierne bicie.
Wymienialiśmy się pocałunkami. Pocałunkami, które przepełnione były najczystszą miłością i uczuciem pełnym dziwnych iskier, ale przyjemnym. Odurzającym i pobudzającym jak narkotyk. Moje policzki płonęły, kiedy palce Justina pieściły moje ciało, zwiedzając każdy zakręt i szczelinę i akceptując to, jaka jestem. Rój motyli łaskotał mój żołądek.
Cicho dziękując Bogu za to, że mój chłopak żyje, oderwałam się od pocałunku, a następnie poczułam pchnięcie na ścianę obok drzwi łazienki i ciepło promieniujące z ciała Justina.
Nasze twarze dzieliło kilka centymetrów, nasze oddechy były krótkie i mieszały się ze sobą. Wypuszczałam z siebie westchnienia, kiedy smukłe palce Justina przebiegały w okolicach mojego brzucha. Szybkim ruchem ostrożnie ściągnął moją koszulkę, zostawiając mnie prawie nagą na oczach pełnych pożądania.
Moje serce waliło w piersi, kiedy przeniosłam swoje dłonie do jego ramion, przed zsunięciem ich na mięśnie jego tułowia, moje palce wędrowały po wszystkich siniakach i szczelinach znajdujących się w okolicach mięśni jego brzucha, aż w końcu dotarły do końcówki jego koszulki. Szarpnęłam materiał, sygnalizując, że tak bardzo chcę się go pozbyć i poczuć jego ciepłą nagą skórę na przeciwko siebie. Uniosłam tkaninę w górę pleców Justina, jego mięśnie napinały się pod wpływem mojego dotyku, jego mięśnie były wrażliwe, wypukłe i wyglądały zupełnie pysznie.
Justin zrzucił z siebie koszulkę, a na jego twarzy rozprzestrzenił się całkowicie zarozumiały uśmiech. Przezwyciężając kuszącą i zapiekłą tęsknotę, pozwoliłam uśmiechowi błądzić po swoich wargach, kiedy po raz kolejny moje palce wlokły się po klatce piersiowej Justina. Wkrótce moje dłonie tańczyły wokół jego szyi, a następnie poczułam jak umieszcza obie ręce na moim tyłku. Unosząc mnie w powietrze, uśmiechnął się w kolejnym pocałunku.
Delikatnie przeniósł mnie na łóżko, kładąc moje ciało na środku. Ciasteczka i pianki upadły na podłogę, kiedy wczołgał się nade mnie, ssąc moją szczękę. Po raz kolejny przykleił swoje zwilżone wargi do moich, masując je swoimi. Chwyciłam jego nieułożone, złote włosy, które były tak miękkie i atrakcyjne. Jego warknięcie wibrowało na moich ustach, gdy oderwał się ode mnie, aby złapać oddech. Złapał moją dolną wargę pomiędzy swoje, ssąc ją lekko, kiedy przyciągnął mnie do siebie, a solidne, rosnące wybrzuszenie w jego spodniach ocierało się o moje krocze.
Przyczepił swoje ciepłe palce do mojego stanika, ściągając go ze mnie. Czując jego dotyk, dreszcze przepłynęły wzdłuż mojego kręgosłupa, kiedy zsunął ramiączka w dół moich ramion i zatrzymał na łokciach, uwiązują moje usta w gorącym pocałunku.
- Wyglądasz tak pięknie... - wymamrotał, zanim zaczął składać pocałunki na moich piersiach. Pieszcząc jedną z nich, przeniósł swoje wilgotne usta w dół, umieszczając słodkie pocałunki w okolicach mojego pępka. Zaczął powoli ściągać szorty wzdłuż moich nóg. Zrzucając je, zaczął przesuwać usta w wewnętrznej stronie moich ud, zbliżając się do mojego wejścia. Wsunął swoje palce za pasek moich majtek, ciągnąc je w dół moich nóg. Oblizał wargi, niemal zachłannie, gdyż całkowicie ukazałam się jego oczom.
Leżałam tutaj, Chloe Elizabeth Romano, całkowicie i zupełnie odsłonięta przed facetem, w którego oczach widniała jedynie miłość z pożądaniem. Mój umysł był w tym momencie pusty i spokojny, ponieważ uświadomiłam sobie, że nie mam przed nim nic do ukrycia.
Wkrótce uniósł swoją głowę, a ja niebezpiecznie złączyłam nogi.
- Wyluzuj - mruknął, a jego oddech wibrował na mojej skórze. - Nie musisz się wstydzić. Jesteś piękna, kochanie.
Powoli zaczęłam czuć się na tyle pewnie, aby otworzyć swoje nogi z powrotem. Opierając dłonie na moich policzkach, składał łagodne pocałunki na moich ustach, a następnie przeciągał swoje wargi wzdłuż mojej szczęki i szyi. Moje wyciszone jęki i płytkie oddechy wpływały do jego uszu. Czując nagrzewającą się skórę pod jego ustami, bez wątpienia zrobiłam się czerwona, a moje oddechy zaczęły się urywać, gdy wygięłam swoje ciało w łuk, pragnąc więcej namiętności.
Justin gładził każdy centymetr mojego ciała z wyjątkiem części, która błagała o jego uwagę. - P-proszę - pisnęłam.
Przebłyski płonącego pożądania przeszły przez nasze ciała, ponieważ Justin zrobił malinkę na mojej szyi, przez co zaczęłam pojękiwać jego imię, co powodowało, że jego członek rósł i powoli usztywniał się. Przycisnął czule swoje usta do mojego czerwonego oznaczenia, a następnie ponownie zaczął przeciągać je w dół. Swoimi ciepłymi dłoniami chwycił moje piersi i zaczął delikatnie je ściskać, rozkoszując się dźwiękiem mojego głosu mówiącego jego imię.
- Podoba ci się, prawda? - uśmiech na jego twarzy wzrósł, ponieważ pewnie skinęłam głową.
Jego wilgotny język lizał mój obojczyk, a jęki emitowały z moich ust, gdy rozkoszowałam się uczuciem jego języka na swoim ciele. Moje ciało zaczęło drżeć przez wibrujące oddechy, kiedy mnie całował, krótkie i delikatnie pocałunki umieszczane na moich piersiach. Udało mi się złapać głęboki oddech, kiedy wargi Justina owinęły się wokół sutka u mojej prawej piersi. Ścisnęłam pościel, która została ułożona pode mną, a moja klatka piersiowa uniosła się, kiedy zaczął delikatnie ssać mój sutek. Niespójne słowa opuszczały moje usta. Uszy Justina łapały w siebie moje jęki i syknięcia, delektując się ich dźwiękiem, jakby kochał wiedzieć, że jego czyny sprawiają mi przyjemność.
- Teraz, zobaczmy jak mokra jesteś - powiedział w moją skórę, a ja drgałam, kiedy jego szorstkie ręce zaczęły gładzić powoli moje uda. Wyrównał swoje oczy z moimi, zaciskając uścisk, który wydawał się być pełen zmysłowości.
Zachłannie przeciągnął język po moich wargach, zanim kontynuował. Fala przyjemności promieniowała we mnie. W jego oczach tlił się pożądliwy płomień, kiedy włożył we mnie swój palec, a zaraz później kolejny, co spowodowało, że moje ciało napięło się. Przygryzł swoją pulchną dolną wargę, uderzając palcami w idealne miejsce. Moje ciało uniosło się, wyginając ponownie w łuk, gdy zaczęłam wpychać swoje biodra na jego palce, rozpaczliwie pragnąc więcej. Jego palce ocierały się o moje ścianki, a jego uderzenia były delikatnie mocne, jakby chciał udowodnić mi swoją miłość. Jego szczęka zacisnęła się, kiedy usłyszał moje coraz głośniejsze krzyki wołające jego imię, brzmiąc jak piękna melodia.
Zacisnęłam swoje powieki w intensywnej przyjemności. - Justin... - jęknęłam.
- Jesteś tak mokra, kochanie - kontynuował wbijanie we mnie swoich palców, fascynując się wyrazem mojej twarzy. - Poczekaj aż to poczujesz - uśmiechnął się chytrze, wyciągając swoje palce.
Wciągnęłam gwałtownie powietrze, kiedy umieścił swoje usta na moim mokrym wejściu, a następnie zaczął używać mięśni-swojego języka. Pot oblał moją kobiecość, a moje ciało drżało. Mój umysł został wystrzelony na zupełnie inną planetę, kiedy Justin sprawiał mi przyjemność. Moje biodra podskoczyły w przód, a jego język wsunął się głębiej w moje ciało. Nieopisana przyjemność przejęła kontrolę nad moim ciałem. Zanim zdążyłam dojść, Justin odsunął się i powoli podniósł się, przez co utraciłam bliską intensywność.
Chcąc więcej, chwyciłam tył jego głowy, wsuwając język do jego gardła. Umieścił ręce na moim tyłku, przyciągając mnie bliżej. Pozostawił ostatni cnotliwy pocałunek na moich ustach i oderwał się ode mnie. Uśmiechając się, spojrzałam na jego pasek, pokazując, że chcę go ściągnąć. Zaczęłam się rumienić, kiedy pozwolił mi go odpiąć. Splotłam swoją rękę z jego i ściągnęłam jego pasek, a także spodnie. Przyciskając swoje usta do jego, zrzuciłam jego bokserki i rzuciłam je na brzeg łóżka, pozostawiając go nagiego.
Choć nie było to czymś, czego nigdy wcześniej nie widziałam, Justin nie przestawał mnie zadziwiać w każdy możliwy sposób, jego słodką czułością, nieśmiałymi uśmiechami, pięknymi oczami, jego ciało było dla mnie idealne, tak starannie wyrobione i bez jakichkolwiek wad. A ja kochałam każdy jego centymetr.
To wszystko? Było moje.
Zatrzymałam się i spojrzałam w innym kierunku, nie będąc pewna czy zrobić to po tym wszystkim, co stało się w zeszłym tygodniu. Spojrzał mi w oczy, niemal jakby potrafił z nich czytać.
- Możesz się wycofać, jeśli chcesz. Do niczego cię nie zmuszam - skrzywił się, marszcząc niespokojnie brwi.
- Będzie dobrze - przerwałam, kiwając głową - Jeśli to zrobimy...dla nas obu.
- Wszystko, czego chcesz, malutka - złożył pocałunek na moim czole. - Jesteś gotowa? - wyszeptał, ocierając się o moje wejście.
- Tak - szepnęłam, kiwając głową.
Wysunęłam język przez swoje wargi, a moje oczy rozszerzyły się w oczekiwaniu. Moje opuszki palców przeczesały jego włosy, gdy umieścił swoje usta na moich, wchodząc we mnie. Przerwałam pół-pocałunek, wypuszczając gwałtowny oddech.
- Boli cię? - wychrypiał z niepokojem. - Wszystko w porządku?
- Nie przestawaj, nie przestawaj - prosiłam. - Proszę...
Jego biodra kołysały się w łagodny sposób, jakbym była delikatna. Temperatura w pomieszczeniu podwyższyła się, a świat wokół przerodził się w nicość, kiedy Justin zaczął poruszać się szybciej, a ja zacisnęłam swoje powieki.
- Jesteś tak wspaniała - mruknął do mojego ucha, pieszcząc dłonią mój policzek. Odetchnęłam, przyzwyczajając się do uczucia jego w sobie. - Czujesz się cholernie dobrze, kochanie.
- Cholera... - szepnęłam do siebie. - Szybciej, Justin... - wydyszałam, pragnąc więcej przyjemności. Moje paznokcie wbiły się w ramię Justina.
- Jesteś dla mnie tak dobra. Kurwa, Chloe - pocieszył mnie, kontynuując wchodzenie i wychodzenie ze mnie. - Jesteś taka piękna - wyszeptał w zagięciu mojej szyi.
- Kurwa mać - dyszałam, powstrzymując swoje jęki, ponieważ nie miałam pewności, jak głośno mogę być.
- Nie powstrzymuj się, kochanie. Mamy cały dom dla siebie - mruknął, naciskając wargami na zagięcie mojej szyi.
Obserwowałam jak nasza skóra ociera się o siebie, kiedy wykonywał kolejne pełne pożądania pchnięcia. Pot tworzący się na naszych ciałach pokrywał nas wraz z warstwami miłości, namiętności i intymności. Chwycił moje lewe udo i uniósł je tak, abym owinęłam swoją nogę wokół jego tułowia, ustawiając nasze ciała w sposób, dzięki któremu przyjemność została zwiększona. Stłumione jęki wydostawały się w powietrze, czując jak otarł się o moje dno. Moja głowa odchyliła się w tył przez zupełną rozkosz.
Wchodził we mnie w ciągu kilku minut, przygryzając swoją wargę i kołysząc biodrami, wiedząc, że jestem coraz bliżej szczytu. Justin zauważył gwałtowne ruchy moich bioder i zaczął uderzać we mnie szybciej, wypełniając każdy mój centymetr. - Dalej, kochanie. Dawaj!
- Justin! - krzyknęłam i zacisnęłam się, dając mu całą siebie. - Kochanie - warknęłam przez zęby, odrzucając głowę w tył. - Szybciej! - jęknęłam, a on posłuchał mojego polecenia, wchodząc we mnie szybciej.
Czułam, jak sztywnieje we mnie, jego mięśnie napinają się, a oczy zamykają. Jego wilgotne usta wypuszczały z siebie krótkie westchnięcia. - O, Chloe...Kochanie, dojdź dla mnie - to było wystarczające, abym dotarła do szczytu. Głośno zacisnęłam swoje powieki, owijając ramiona wokół jego pleców ze wszystkich sił. Mój orgazm wzrósł w zastraszającym tempie, a wszystko dookoła zaczęło się kręcić i zaciskać. Justin zaczął kurczowo mnie trzymać, dochodząc wraz ze mną.
- Chloe... - przytulał mnie mocno, wypowiadając moje imię jak w modlitwie.
Wstrząsy rozprzestrzeniły się w moim ciele, kiedy moje ciało drżało i trzęsło się, pozwalając opuścić warknięcie z moich ust. Wychodząc z głębokiego orgazmu, poczułam wszystko w sobie jeszcze raz, gdy złapałam oddech drżącym głosem, moje płuca paliły się w obezwładnionym uczuciu urzekającego zadowolenia. Justin upuścił na mnie swoją głowę, a pot oblał moją kobiecość, ponieważ wyszedł ze mnie i złożył pocałunek na moim czole, przewracając się w kompletnej rozkoszy.
Do następnego rozdziału, chyba. Bo nie widzę już najmniejszego sensu w tłumaczeniu.
- Jeśli szukałabym miejsca, w którym mogłabym się zatrzymać...nie przejmowałabym się tobą, a mieszkałabym z Violet, Justin - mój głos zamilkł w wzburzeniu.
- Naprawdę? - zapytał sarkastycznie. - Wszyscy mówią, że zostałem pobity dla dziewczyny, której nie obchodzę. Dlaczego stoję tutaj, będąc dźgnięty nożem dla kogoś, kto dba tylko o siebie? Myśl, że ludzie mówią, iż zależy ci bardziej na kimś niż jemu na tobie jest żenująca!
- Gdybyś mnie nie obchodził nie siedziałabym tutaj kłócąc się z tobą! - krzyknęłam w jego twarz. - Chcesz, abym siedziała jak pieprzona hipiska, zachowując się tak, jakbyś nie został dźgnięty nożem i prawie umarł? Nie daj Boże, nadejdzie dzień, w którym stanie się coś i cię zabraknie! Obydwoje jesteśmy popieprzeni!
- Przynajmniej powiedz, że ci zależy, Chloe - zmrużył oczy w gniewie. - Za każdym razem kiedy wyznaję ci swoje uczucia, uciekasz od tego lub odwracasz moją uwagę poprzez całowanie mnie lub bawienie się moimi włosami. Nie jestem aż tak głupi jak myślisz!
- Chcesz znać prawdę? Tak? - zapytałam ostro.
- Jaka jest prawda? - spojrzał na mnie, a jego oczy poczerniały. - Powiedz mi.
- Chcę swojego chłopaka z powrotem - wylałam. - Rzygam wszystkim i wszystkimi, którzy przeszkadzają nam, gdy jesteśmy razem. Nic nigdy nie idzie dobrze, Justin.
- Nic nie poradzę na to, że żyję w ten sposób, Chloe - powiedział ponuro. - Wybrałaś życie ze mną w ten sposób. Nigdy nie będzie...doskonale.
- Może masz rację - westchnęłam z irytacją.
- Nie chciałbym mieć racji, ale niestety to prawda - przerwał, oblizując wargi. - Czyż nie?
Powoli skinęłam głową. - Odwiedziłam cię w szpitalu. Chciałam się z tobą zobaczyć. Czekałam całą noc, aby dowiedzieć się, że zostałeś pchnięty nożem.
- Wiem, że to zrobiłaś - wziął głęboki oddech, rozglądając się po pokoju.
- Mogę powiedzieć ci, co się stało w szpitalu, Justin? - złapałam jego ramię, niemal zmuszając go do utrzymywania wraz ze mną kontaktu wzrokowego.
- Śmiało.
- W szpitalu, kiedy byłeś w głębokim śnie, weszłam do pokoju, płacząc nad twoim nieruchomym ciałem - wypuściłam z siebie szybkie westchnienie. - I chcesz wiedzieć, co powiedziałam...z pełną namiętnością?
- Co powiedziałaś, Chloe? - zapytał ironicznie. - Umieram z ciekawości.
- Że..
- Że co? - nalegał, zaciskając mocno szczękę. - Powiedz to, Chloe.
- Uhm... - mój głos zamilkł. Utraciłam słowa i rozejrzałam się po pokoju, jakby martwe przedmioty miały mi pomóc.
- Proszę, oświeć mnie - uśmiechnął się i wskazał rękoma, abym powiedziała więcej.
- J-ja - wyjąkałam i rozejrzałam się po pokoju, znajdując jedynie jego oczy - Kocham cię, Justin - spojrzałam w bok, szepcząc - Tak cholernie bardzo.
- Wiedziałem - uśmiech urósł na jego twarzy. Klepnęłam go w ramię z irytacją, nie spodziewając się takiej reakcji.
- Ow - pogładził dłonią swoje ramię, uśmiechając się figlarnie - Co?
- Nie możesz tak zwyczajnie powiedzieć "Wiedziałem" po tym jak powiedziałam, że cię kocham! - syknęłam.
- Wiedziałem to...Ale czasami czułem się, jakbym był wkręcany - stwierdził, a jego uśmiech zszedł z twarzy.
- Cóż, jeżeli chcesz wiedzieć, jak się czuję...Nie wkręcam cię - pokręciłam głową. - Po prostu miłość to właśnie rzecz, którą czuję w tym momencie. Wypierałam się, bo.
- Bo co? - zmarszczył brwi.
- Ponieważ inni się na to nie zgadzają - wyszeptałam.
Justin wypuścił z siebie lekki chichot, chwytając moje obie ręce. - Nie mów tak. Jesteśmy razem perfekcyjni - spojrzał w moje oczy. - Nie powinniśmy przejmować się tym, co ludzie o nas mówią. Jeśli kontynuujemy ukazywanie światu, że jesteśmy nierozłączni, nie będą mieli innego wyjścia i zrezygnują z oddalania nas od siebie.
- To ma sens. Tworzymy świetną parę.
- Prawda. Nie mam zamiaru cię stracić - urwał, biorąc głęboki oddech. - Jesteś wszystkim, co mam, Chloe.
Po raz pierwszy tego wieczoru, na mojej twarzy rozprzestrzenił się uśmiech. - Także jesteś wszystkim, co mam. Jesteś dla mnie wszystkim, Justin.
- Miło widzieć cię uśmiechniętą. Nie jest to zbyt częsty widok.
- Cóż, wiesz dlaczego. Zdarza się, że czasem nie mam pojęcia z jakiego powodu chcesz przebywać z takim zabójcą nastroju... - odwróciłam się od niego, idąc powoli w kierunku drzwi.
- Kochanie - zawołał mnie, chwytając moją rękę. - Skarbie.
- Przepraszam - pokręciłam głową, patrząc na drzwi. - Nie wiem jak sobie z tym poradzić.
- Myślę, że nie wiesz jak dużo dla mnie znaczysz - delikatnie chwycił moją rękę. - Jesteś taka piękna - szybko oblizał swoje usta, patrząc w moje oczy. - Czasami myślę, że nie wiesz jak piękna jesteś. Wiesz o tym? - pokręciłam głową, patrząc w podłogę. - Chcesz, abym ci pokazał?
Natychmiast, spojrzałam mu w oczy, kiedy umieścił swój nos na moim. Złapał moje biodra, kołysząc mną w przód i w tył, jakbyśmy tańczyli bez muzyki. Bez wahania, przycisnął swoje usta do moich, wywołując u mnie wstrząs szoku. Szybko się odsunęłam.
- Nie skrzywdzę się. Obiecuję - wychrypiał ostrożnie.
Spojrzałam mu w oczy, nie wiedząc, co się dzieję. Czułam się nieswojo i obrzydliwie. Mimo tego, że kochałam, kiedy Justin był w domu, czułam się przerażająco będąc dotykana. Nie miałam pojęcia, czy byłam na to gotowa.
- Justin...proszę - błagałam, cofając się.
- Chloe... - jego głos zamilkł w rozczarowaniu, gdy odeszłam w innym kierunku.
- Wciąż się nim przejmujesz? - zapytał, sprawiając, że zaprzestałam wykonywać kroki. Powoli skinęłam głową.
- Czuję się...nic niewarta - wyszeptałam, czując łzy napływające do moich oczu.
- Nie zasługujesz na to, aby czuć się w ten sposób, kochanie. Nie wyjdziesz z tego pokoju, dopóki nie przestaniesz czuć się niewarta, bo nie jesteś - stwierdził, ostrożnie pocierając moje ramiona. Wziął moją rękę, patrząc mi w oczy. - Zasługujesz na to, aby czuć się pięknie. Udowodnię ci twoją wartość. Jesteś tak wartościowa - przełknął ślinę, kręcąc po raz milionowy dzisiaj głową. - To niesprawiedliwe, że każdy cię obserwuje i nie czujesz się bezpiecznie, gdziekolwiek pójdziesz. Ale przysięgam, Chloe Romano. Nigdy nie przestanę nad tobą czuwać. Nigdy od ciebie nie odejdę. Chcę dla ciebie wszystkiego, co najlepsze. Jesteś dla mnie wszystkim i jeszcze więcej - wymamrotał, biorąc głęboki oddech.
- Nie, Justin, posłuchaj mnie - zbliżyłam się do jego twarzy. - Jestem w tobie zakochana od dni, tygodni. Straciłam rachubę czasu. Moje życie kręci się wokół ciebie i byłabym głupia jeśli zrezygnowałabym z kogoś, kto sprawia, że moje serce przyśpiesza. Kocham cię, Justinie Bieberze i nie próbuj mnie odepchnąć, bo będę tutaj długi, długi czas.
- Ja ciebie też kocham, Chloe - powiedział stanowczo.
Dzięki temu, powietrze w pomieszczeniu zrobiło się jeszcze gęstsze, kiedy utrzymywaliśmy ze sobą kontakt wzrokowy. Przełknęłam grubą gulę tworzącą się w moim gardle, a moje usta drżały, gdy oddychałam, a Justin nie spuszczał ze mnie wzroku. Dostrzegałam pragnienie w jego jasnobrązowych oczach, kiedy ułożył swoje ręce na moich biodrach, zanim zdążyłam otworzyć usta.
- Mogę? - zapytał niewinnie. Wahałam się, lecz utrzymałam spokój zanim skinęłam twierdząco głową. Pewnie ścisnął moje biodra. Bez dalszego wahania, jego usta znalazły się na moich, masując je. Wciągnęłam powietrze, czując zapach ostrej wody kolońskiej zmieszanej z jałowym zapachem szpitala. Był to niecodzienny zapach, ale idealny w tym momencie.
Czując jego dłonie pełzające w dół moich pleców, przyciągnął mnie do siebie, a nasze usta nie traciły synchronizacji, gdyż w dalszym ciągu się poruszały. Położył jedną z rąk na mojej szyi, a drugą utrzymywał na moim tyłku. Umieściłam dłoń pod tkaniną jego bluzki i położyłam rękę w miejscu, gdzie znajdowało się serce, czując jego przyśpieszone, równomierne bicie.
Wymienialiśmy się pocałunkami. Pocałunkami, które przepełnione były najczystszą miłością i uczuciem pełnym dziwnych iskier, ale przyjemnym. Odurzającym i pobudzającym jak narkotyk. Moje policzki płonęły, kiedy palce Justina pieściły moje ciało, zwiedzając każdy zakręt i szczelinę i akceptując to, jaka jestem. Rój motyli łaskotał mój żołądek.
Cicho dziękując Bogu za to, że mój chłopak żyje, oderwałam się od pocałunku, a następnie poczułam pchnięcie na ścianę obok drzwi łazienki i ciepło promieniujące z ciała Justina.
Nasze twarze dzieliło kilka centymetrów, nasze oddechy były krótkie i mieszały się ze sobą. Wypuszczałam z siebie westchnienia, kiedy smukłe palce Justina przebiegały w okolicach mojego brzucha. Szybkim ruchem ostrożnie ściągnął moją koszulkę, zostawiając mnie prawie nagą na oczach pełnych pożądania.
Moje serce waliło w piersi, kiedy przeniosłam swoje dłonie do jego ramion, przed zsunięciem ich na mięśnie jego tułowia, moje palce wędrowały po wszystkich siniakach i szczelinach znajdujących się w okolicach mięśni jego brzucha, aż w końcu dotarły do końcówki jego koszulki. Szarpnęłam materiał, sygnalizując, że tak bardzo chcę się go pozbyć i poczuć jego ciepłą nagą skórę na przeciwko siebie. Uniosłam tkaninę w górę pleców Justina, jego mięśnie napinały się pod wpływem mojego dotyku, jego mięśnie były wrażliwe, wypukłe i wyglądały zupełnie pysznie.
Justin zrzucił z siebie koszulkę, a na jego twarzy rozprzestrzenił się całkowicie zarozumiały uśmiech. Przezwyciężając kuszącą i zapiekłą tęsknotę, pozwoliłam uśmiechowi błądzić po swoich wargach, kiedy po raz kolejny moje palce wlokły się po klatce piersiowej Justina. Wkrótce moje dłonie tańczyły wokół jego szyi, a następnie poczułam jak umieszcza obie ręce na moim tyłku. Unosząc mnie w powietrze, uśmiechnął się w kolejnym pocałunku.
Delikatnie przeniósł mnie na łóżko, kładąc moje ciało na środku. Ciasteczka i pianki upadły na podłogę, kiedy wczołgał się nade mnie, ssąc moją szczękę. Po raz kolejny przykleił swoje zwilżone wargi do moich, masując je swoimi. Chwyciłam jego nieułożone, złote włosy, które były tak miękkie i atrakcyjne. Jego warknięcie wibrowało na moich ustach, gdy oderwał się ode mnie, aby złapać oddech. Złapał moją dolną wargę pomiędzy swoje, ssąc ją lekko, kiedy przyciągnął mnie do siebie, a solidne, rosnące wybrzuszenie w jego spodniach ocierało się o moje krocze.
Przyczepił swoje ciepłe palce do mojego stanika, ściągając go ze mnie. Czując jego dotyk, dreszcze przepłynęły wzdłuż mojego kręgosłupa, kiedy zsunął ramiączka w dół moich ramion i zatrzymał na łokciach, uwiązują moje usta w gorącym pocałunku.
- Wyglądasz tak pięknie... - wymamrotał, zanim zaczął składać pocałunki na moich piersiach. Pieszcząc jedną z nich, przeniósł swoje wilgotne usta w dół, umieszczając słodkie pocałunki w okolicach mojego pępka. Zaczął powoli ściągać szorty wzdłuż moich nóg. Zrzucając je, zaczął przesuwać usta w wewnętrznej stronie moich ud, zbliżając się do mojego wejścia. Wsunął swoje palce za pasek moich majtek, ciągnąc je w dół moich nóg. Oblizał wargi, niemal zachłannie, gdyż całkowicie ukazałam się jego oczom.
Leżałam tutaj, Chloe Elizabeth Romano, całkowicie i zupełnie odsłonięta przed facetem, w którego oczach widniała jedynie miłość z pożądaniem. Mój umysł był w tym momencie pusty i spokojny, ponieważ uświadomiłam sobie, że nie mam przed nim nic do ukrycia.
Wkrótce uniósł swoją głowę, a ja niebezpiecznie złączyłam nogi.
- Wyluzuj - mruknął, a jego oddech wibrował na mojej skórze. - Nie musisz się wstydzić. Jesteś piękna, kochanie.
Powoli zaczęłam czuć się na tyle pewnie, aby otworzyć swoje nogi z powrotem. Opierając dłonie na moich policzkach, składał łagodne pocałunki na moich ustach, a następnie przeciągał swoje wargi wzdłuż mojej szczęki i szyi. Moje wyciszone jęki i płytkie oddechy wpływały do jego uszu. Czując nagrzewającą się skórę pod jego ustami, bez wątpienia zrobiłam się czerwona, a moje oddechy zaczęły się urywać, gdy wygięłam swoje ciało w łuk, pragnąc więcej namiętności.
Justin gładził każdy centymetr mojego ciała z wyjątkiem części, która błagała o jego uwagę. - P-proszę - pisnęłam.
Przebłyski płonącego pożądania przeszły przez nasze ciała, ponieważ Justin zrobił malinkę na mojej szyi, przez co zaczęłam pojękiwać jego imię, co powodowało, że jego członek rósł i powoli usztywniał się. Przycisnął czule swoje usta do mojego czerwonego oznaczenia, a następnie ponownie zaczął przeciągać je w dół. Swoimi ciepłymi dłoniami chwycił moje piersi i zaczął delikatnie je ściskać, rozkoszując się dźwiękiem mojego głosu mówiącego jego imię.
- Podoba ci się, prawda? - uśmiech na jego twarzy wzrósł, ponieważ pewnie skinęłam głową.
Jego wilgotny język lizał mój obojczyk, a jęki emitowały z moich ust, gdy rozkoszowałam się uczuciem jego języka na swoim ciele. Moje ciało zaczęło drżeć przez wibrujące oddechy, kiedy mnie całował, krótkie i delikatnie pocałunki umieszczane na moich piersiach. Udało mi się złapać głęboki oddech, kiedy wargi Justina owinęły się wokół sutka u mojej prawej piersi. Ścisnęłam pościel, która została ułożona pode mną, a moja klatka piersiowa uniosła się, kiedy zaczął delikatnie ssać mój sutek. Niespójne słowa opuszczały moje usta. Uszy Justina łapały w siebie moje jęki i syknięcia, delektując się ich dźwiękiem, jakby kochał wiedzieć, że jego czyny sprawiają mi przyjemność.
- Teraz, zobaczmy jak mokra jesteś - powiedział w moją skórę, a ja drgałam, kiedy jego szorstkie ręce zaczęły gładzić powoli moje uda. Wyrównał swoje oczy z moimi, zaciskając uścisk, który wydawał się być pełen zmysłowości.
Zachłannie przeciągnął język po moich wargach, zanim kontynuował. Fala przyjemności promieniowała we mnie. W jego oczach tlił się pożądliwy płomień, kiedy włożył we mnie swój palec, a zaraz później kolejny, co spowodowało, że moje ciało napięło się. Przygryzł swoją pulchną dolną wargę, uderzając palcami w idealne miejsce. Moje ciało uniosło się, wyginając ponownie w łuk, gdy zaczęłam wpychać swoje biodra na jego palce, rozpaczliwie pragnąc więcej. Jego palce ocierały się o moje ścianki, a jego uderzenia były delikatnie mocne, jakby chciał udowodnić mi swoją miłość. Jego szczęka zacisnęła się, kiedy usłyszał moje coraz głośniejsze krzyki wołające jego imię, brzmiąc jak piękna melodia.
Zacisnęłam swoje powieki w intensywnej przyjemności. - Justin... - jęknęłam.
- Jesteś tak mokra, kochanie - kontynuował wbijanie we mnie swoich palców, fascynując się wyrazem mojej twarzy. - Poczekaj aż to poczujesz - uśmiechnął się chytrze, wyciągając swoje palce.
Wciągnęłam gwałtownie powietrze, kiedy umieścił swoje usta na moim mokrym wejściu, a następnie zaczął używać mięśni-swojego języka. Pot oblał moją kobiecość, a moje ciało drżało. Mój umysł został wystrzelony na zupełnie inną planetę, kiedy Justin sprawiał mi przyjemność. Moje biodra podskoczyły w przód, a jego język wsunął się głębiej w moje ciało. Nieopisana przyjemność przejęła kontrolę nad moim ciałem. Zanim zdążyłam dojść, Justin odsunął się i powoli podniósł się, przez co utraciłam bliską intensywność.
Chcąc więcej, chwyciłam tył jego głowy, wsuwając język do jego gardła. Umieścił ręce na moim tyłku, przyciągając mnie bliżej. Pozostawił ostatni cnotliwy pocałunek na moich ustach i oderwał się ode mnie. Uśmiechając się, spojrzałam na jego pasek, pokazując, że chcę go ściągnąć. Zaczęłam się rumienić, kiedy pozwolił mi go odpiąć. Splotłam swoją rękę z jego i ściągnęłam jego pasek, a także spodnie. Przyciskając swoje usta do jego, zrzuciłam jego bokserki i rzuciłam je na brzeg łóżka, pozostawiając go nagiego.
Choć nie było to czymś, czego nigdy wcześniej nie widziałam, Justin nie przestawał mnie zadziwiać w każdy możliwy sposób, jego słodką czułością, nieśmiałymi uśmiechami, pięknymi oczami, jego ciało było dla mnie idealne, tak starannie wyrobione i bez jakichkolwiek wad. A ja kochałam każdy jego centymetr.
To wszystko? Było moje.
Zatrzymałam się i spojrzałam w innym kierunku, nie będąc pewna czy zrobić to po tym wszystkim, co stało się w zeszłym tygodniu. Spojrzał mi w oczy, niemal jakby potrafił z nich czytać.
- Możesz się wycofać, jeśli chcesz. Do niczego cię nie zmuszam - skrzywił się, marszcząc niespokojnie brwi.
- Będzie dobrze - przerwałam, kiwając głową - Jeśli to zrobimy...dla nas obu.
- Wszystko, czego chcesz, malutka - złożył pocałunek na moim czole. - Jesteś gotowa? - wyszeptał, ocierając się o moje wejście.
- Tak - szepnęłam, kiwając głową.
Wysunęłam język przez swoje wargi, a moje oczy rozszerzyły się w oczekiwaniu. Moje opuszki palców przeczesały jego włosy, gdy umieścił swoje usta na moich, wchodząc we mnie. Przerwałam pół-pocałunek, wypuszczając gwałtowny oddech.
- Boli cię? - wychrypiał z niepokojem. - Wszystko w porządku?
- Nie przestawaj, nie przestawaj - prosiłam. - Proszę...
Jego biodra kołysały się w łagodny sposób, jakbym była delikatna. Temperatura w pomieszczeniu podwyższyła się, a świat wokół przerodził się w nicość, kiedy Justin zaczął poruszać się szybciej, a ja zacisnęłam swoje powieki.
- Jesteś tak wspaniała - mruknął do mojego ucha, pieszcząc dłonią mój policzek. Odetchnęłam, przyzwyczajając się do uczucia jego w sobie. - Czujesz się cholernie dobrze, kochanie.
- Cholera... - szepnęłam do siebie. - Szybciej, Justin... - wydyszałam, pragnąc więcej przyjemności. Moje paznokcie wbiły się w ramię Justina.
- Jesteś dla mnie tak dobra. Kurwa, Chloe - pocieszył mnie, kontynuując wchodzenie i wychodzenie ze mnie. - Jesteś taka piękna - wyszeptał w zagięciu mojej szyi.
- Kurwa mać - dyszałam, powstrzymując swoje jęki, ponieważ nie miałam pewności, jak głośno mogę być.
- Nie powstrzymuj się, kochanie. Mamy cały dom dla siebie - mruknął, naciskając wargami na zagięcie mojej szyi.
Obserwowałam jak nasza skóra ociera się o siebie, kiedy wykonywał kolejne pełne pożądania pchnięcia. Pot tworzący się na naszych ciałach pokrywał nas wraz z warstwami miłości, namiętności i intymności. Chwycił moje lewe udo i uniósł je tak, abym owinęłam swoją nogę wokół jego tułowia, ustawiając nasze ciała w sposób, dzięki któremu przyjemność została zwiększona. Stłumione jęki wydostawały się w powietrze, czując jak otarł się o moje dno. Moja głowa odchyliła się w tył przez zupełną rozkosz.
Wchodził we mnie w ciągu kilku minut, przygryzając swoją wargę i kołysząc biodrami, wiedząc, że jestem coraz bliżej szczytu. Justin zauważył gwałtowne ruchy moich bioder i zaczął uderzać we mnie szybciej, wypełniając każdy mój centymetr. - Dalej, kochanie. Dawaj!
- Justin! - krzyknęłam i zacisnęłam się, dając mu całą siebie. - Kochanie - warknęłam przez zęby, odrzucając głowę w tył. - Szybciej! - jęknęłam, a on posłuchał mojego polecenia, wchodząc we mnie szybciej.
Czułam, jak sztywnieje we mnie, jego mięśnie napinają się, a oczy zamykają. Jego wilgotne usta wypuszczały z siebie krótkie westchnięcia. - O, Chloe...Kochanie, dojdź dla mnie - to było wystarczające, abym dotarła do szczytu. Głośno zacisnęłam swoje powieki, owijając ramiona wokół jego pleców ze wszystkich sił. Mój orgazm wzrósł w zastraszającym tempie, a wszystko dookoła zaczęło się kręcić i zaciskać. Justin zaczął kurczowo mnie trzymać, dochodząc wraz ze mną.
- Chloe... - przytulał mnie mocno, wypowiadając moje imię jak w modlitwie.
Wstrząsy rozprzestrzeniły się w moim ciele, kiedy moje ciało drżało i trzęsło się, pozwalając opuścić warknięcie z moich ust. Wychodząc z głębokiego orgazmu, poczułam wszystko w sobie jeszcze raz, gdy złapałam oddech drżącym głosem, moje płuca paliły się w obezwładnionym uczuciu urzekającego zadowolenia. Justin upuścił na mnie swoją głowę, a pot oblał moją kobiecość, ponieważ wyszedł ze mnie i złożył pocałunek na moim czole, przewracając się w kompletnej rozkoszy.
Nasze ciała były splecione ze sobą, kiedy leżeliśmy w pokoju. Moje palce pieściły jego policzki, gdy nawzajem czytaliśmy z naszych oczu. Przeczesał palcami moje ciemne kosmyki, podczas gdy zaczęłam szturchać nosem jego klatkę piersiową. Władczo umieścił rękę na mojej talii, jak dziecko trzymające swoją ulubioną zabawkę. Myśląc o tym, jak spotkaliśmy się w alejce, zaczęłam chichotać do siebie.
- Co jest takie śmieszne? - uśmiechnął się.
- Po prostu... - przerwałam. - Kiedy spotkałam cię w alejce, nie oczekiwałam, że dojdzie do czegoś takiego.
Justin uśmiechnął się, będąc niemal przekonany, że wiedział, iż to się stanie. - Myślisz, że to dziwne - zaśmiał się, kręcąc głową. - To był pierwszy raz, kiedy ktoś w łóżku krzyczał moje prawdziwe imię.
- Tak?
- Tak.
- Więc przewidziałeś to wszystko od samego początku? - spojrzałam na niego przez rzęsy.
- Wszystko i więcej - przysunął swoje usta do moich, przez co zachichotałam.
- Dobrze.
Puszczając moją talię, podniósł swoje spodnie z podłogi, a następnie wyjął z kieszeni mój naszyjnik. Wkrótce jego ręce zaczęły błądzić wokół mojej szyi, zapinając na niej łańcuszek. - Jesteś moja. Każdy twój centymetr. Rozumiesz?
- Twoja - skinęłam głową, przysuwając swoje usta do jego.
Odsunął się od moich warg. - Naprawdę to, że dałaś mi ten naszyjnik wiele dla mnie znaczy.
- Bardzo ci ufam - zapewniłam go.
Zamilkł, patrząc poważnie w moje oczy - Kocham cię, Chloe Romano.
Przycisnęłam swój nos do jego, przeciągając palce wzdłuż jego pleców. - Ja ciebie też kocham, Justinie Bieberze.

*Chips Ahoy - ciasteczka
Więc mamy rozdział, na który każdy czekał prawdopodobnie bardzo długo.
Poprosiłam was, abyście przeczytali notkę pod rozdziałem, ponieważ mam bardzo ważną sprawę.
Ostatnio pod rozdziałem nie pojawiło się nawet 30 komentarzy, naprawdę?
Ktoś to w ogóle czyta czy może mam przestać tłumaczyć?
Cholera, nie chcę błagać o komentarze, bo one naprawdę gówno mnie obchodzą, ale kiedy jest ich tak znacznie mniej nie mam pojęcia czy ktokolwiek to czyta.
I nie wiem, kiedy będzie następny rozdział.
Mam jeszcze jedną sprawę. Mianowicie chodzi o to, że chciałabym zrobić jedną notkę, gdzie dodam kilka opowiadań/tłumaczeń, które spodobają mi się najbardziej, więc możecie podesłać link do według was ciekawych opowiadań na moim asku.Do następnego rozdziału, chyba. Bo nie widzę już najmniejszego sensu w tłumaczeniu.